Teza, jakoby rodzina nie istnieje, a tylko się zdarza, jest jednak hasłowym nadużyciem.Nie wiem, czy na potrzeby mgławicowej przyszłości, czy na już teraz. Taki pogląd zaledwie egzystuje ( i to w wąskim pojęciu ) w środowiskach elitarnych i wyemancypowanych, jako forma usprawiedliwienia procesów atomizacyjnych w łonie społeczeństwa. Wnioski pani Gizy mogą prowadzić do chaosu pojęciowego. Czy podobny pogląd nie budzi wrażenia, że ktoś wychodzi przed szereg wydarzeń ?