dr hab. Mirosława Nowak-Dziemianowicz, prof. DSW
Dolnośląska Szkoła Wyższa
Dylemat pierwszy : Potrzeba radykalnej zmiany w funkcjonowaniu szkoły oraz myśleniu o szkole. ( Zmiana edukacyjna w praktyce, refleksji naukowej, debacie publicznej)
Edukacja jako zbiór procesów i praktyk społecznych znajduje się w procesie permanentnej zmiany. Różne jest jej natężenie, zakres oraz przedmiot. Jednak zmienność tego procesu jest jego nieredukowalną, podstawową cechą. Dzisiaj w Polsce mamy do czynienia z edukacyjną zmianą zarówno w zakresie spostrzegania podstawowych funkcji i zadań szkoły, roli nauczyciela, dyrektora i władz oświatowych, jak i metod i treści, za pomocą których szkoła organizuje młodym ludziom warunki osobistego i społecznego rozwoju. Istnieje więc potrzeba uzgadniania kierunków i treści tych zmian, negocjowania ich zakresu, określenia zadań, obowiązków i odpowiedzialności, jakie za ich przebieg spoczywają na wszystkich uczestnikach procesów edukacyjnych: nauczycieli i rodziców, uczniów oraz władz oświatowych.
Pojawiają się w tym kontekście następujące dylematy:
- Czyja jest szkoła?
- Jakiej szkoły dzisiaj potrzebujemy?
- Po co nam szkoła, jakie w świecie współczesnym są jej funkcje?
Szkoła jest instytucją z innego czasu historycznego i społecznego. Powstała jako instytucja masowa po to, aby umożliwić przejście od feudalizmu do ery przemysłowej. Dlatego masowość, podporządkowanie wymogom efektywności i skuteczności działania to jej główne cele. Były one adekwatne do innego, minionego porządku społecznego. Zmienił się kontekst społeczny. Nikt (żadna wspólnota) nie potrzebuje dzisiaj ludzi identycznie przygotowanych, identycznie myślących, wyposażonych w stereotypowe, powtarzalne, rutynowe przepisy zachowań. Takich ludzi ciągle „ produkuje” szkoła.
Czy możliwa jest permanentna zmiana tej instytucji tak, żeby stała się ona :
- adekwatna do współczesnego świata wraz z jego problemami i zagrożeniami
- funkcjonalna
- potrzebna
- atrakcyjna
- prorozwojowa
- zdolna do rozwoju i samosterownej zmiany?
Odpowiedzi na te pytania można szukać w obszarze trzech, wyżej postawionych pytań.
Czyja jest szkoła? Czy jest (może być) to wspólnota uczniów, rodziców, nauczycieli i władz oświatowych? Czy jest to stowarzyszenie oparte na wspólnocie (podobieństwie) interesów? Czy jest to (i być musi) instytucja formalno-prawna z wpisanym na stałe konfliktem ról, oczekiwań, interesów, hierarchią i władzą jako cechami konstytutywnymi?
Jak szkoła jest nam dzisiaj potrzebna? Czy zmonopolizowana przez Państwo instytucja certyfikująca wiedzę, czy obywatelskie środowisko sprzyjające rozwojowi? Czego naprawdę od szkoły oczekują jej „ użytkownicy” uczniowie i ich rodzice? Jakiej szkoły chcieliby pracujący w niej ludzie: nauczyciele i władze oświatowe ( dyrektorzy, wizytatorzy , samorządowcy).
Po co nam szkoła w świecie powszechnej informacji, w którym jej podstawową ( tradycyjną i archaiczną ) funkcję transmisji wiedzy przejęły inne instytucje, nośniki ( Internet, nowe media, bogate i różnorodne doświadczenia osób uczących się). Czy są dzisiaj takie funkcje, które ta instytucja ma do spełnienia a odróżniają ją one od innych źródeł wiedzy?
Dylemat drugi: Diagnoza społeczna i jej konsekwencje dla edukacji. ( Społeczne źródła oraz przejawy deprywacji kompetencji kulturowych Polaków)
Badania społeczne w Polsce pokazują, że jednym z głównych problemów jest brak zaufania. Jesteśmy pod względem ufności na końcu europejskich społeczeństw. Brak zaufania dotyczy zarówno relacji obywatel - państwo jak i relacji interpersonalnych we wszystkich ich wymiarach. Kolejnym problemem jest nieumiejętność współpracy i współdziałania zastępowana w Polsce orientacją na rywalizację. Niski wskaźnik partycypacji to kolejny problem społeczny. Adaptacyjność myślenia, niezdolność do krytyczności (jako kompetencji nie cechy takiej jak krytykanctwo) to kolejne niedobory. Skłonność do zachowań obronnych wobec każdej odmienności, poczucie wyższości narodowej to także nasze społeczne braki i deprywacje. Czy szkoła może być na nie odpowiedzią? Czy w procesie edukacji można stwarzać warunki do rozwijania tych kompetencji? Jak to robić? Czy mamy jakieś doświadczenia w tym zakresie?
Dylemat trzeci: Uniwersalne i lokalne uwarunkowania rozwoju opartego na zmianie kompetencji kulturowych oraz mentalnych.
W nawiązaniu do ostatniego Kongresu Obywatelskiego, na którym w referacie dr Szomburga postawiono zadania, mogące umożliwić proces rozwoju Polski oparty na zmianie kompetencji mentalnych i kulturowych. Są to następujące zadania:
- diagnoza stereotypów i uprzedzeń Polaków, dysfunkcjonalnych kodów kulturowych,
- rozpoznanie uniwersalnych wymogów kulturowych warunkujących rozwój,
- znajomość lokalnych uwarunkowań drogi rozwoju opartej na zmianie mentalno-kulturowej
Te trzy zagadnienia powinny stać się przedmiotem badań, debaty i analizy uczestników Kongresu Obywatelskiego.
| < poprz. | nast. > |
|---|



Pani pytania uważam natomiast za bardzo dobrze postawione - na bardzo ogólnym, zatem nadającym się na wstęp poziomie. Dodałbym pytanie o to, co ma powodować rozwój ucznia (zresztą w szkole i poza nią). Czy posłuszeństwo, jak dawniej (co przestaje już zupełnie działać), czy może np. dziecięca ciekawość - odpowiedź na to pytanie ma bowiem bardzo zasadnicze konsekwencje zarówno dla ustroju szkoły, jak i treści programowej, którą ona oferuje uczniom.
Trochę w duchu tego, o czym tu pisze Wiesław Mariański: czy Pani sądzi, że da się liczyć na "badania, debaty i analizy uczestników Kongresu Obywatelskiego" - w ten sposób, że się te debaty zakończą kiedyś wnioskami?
Dlaczego ?
Po co ?
Kto z kim ma debatować ?
Jak ma debatować ?
Kto ma być beneficjentem debaty ?
Jak długo debatować - ile godzin, dni, lat ?
Te debaty trwają już ponad 20 lat ! Jaki z nich pożytek, kto z nich skorzystał ?
Może zamiast debatować, coś zrobić ? Może krzyknąć ? A może skrzyknąć się ?
Debata w formie monologów czy dialogów ? Debata bez różnicy zdań, polaryzacji stanowisk, uzgodnienia obszarów spornych, zdefiniowania konfliktów jest pseudodebatą. Nie ma debaty o edukacji, bo nie spotykają się kompetentni przedstawiciele "władzy" i "opozycji" oświatowej. Każda z grup zbiera się osobno i mówi "do siebie". Obawiam się, że tak będzie na VII Kongresie. Wszyscy zgodzimy się ze sobą i zadowoleni wrócimy do swoich ogródków.
Za nami 20 lat debatowania. Ile przed nami ?
Z wyrazami szacunku
Wiesław Mariański
www.osswiata.pl