Żyjemy dziś w czasach niepewności – jesteśmy świadkami zmian technologicznych, geopolitycznych czy społeczno-demograficznych, które kruszą obowiązujący od II wojny światowej globalny ład. Rodzi to dla nas nowe wyzwania. W jaki sposób możemy im sprostać? Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z naszej historii? Jakich błędów się ustrzegać?

Pole gry

Zawitał w nas uzasadniony niepokój o dalszy pokojowy los społeczeństw i państw. Model liberalnej demokracji, jako uniwersalny wzór, zachwiał się. Traci poparcie wyborców jako model rozwojowy i sprawiedliwy. Wszyscy są zgodni, że kruszy się istniejący ład społeczny przy jednoczesnym braku jasnej wizji przyszłości.

Na ostatnim Forum Nowych Idei w Sopocie Pat Cox, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego nawołuje: „musimy się obudzić”. Na tym samym Forum Dani Rodrick proponuje: „niewielka dawka ekonomicznego populizmu może być niezbędna aby uchronić nas od jego groźniejszego kuzyna – populizmu politycznego”. Manifest Lewiatana, stowarzyszenia polskich przedsiębiorców postuluje: „konieczna jest wrażliwość społeczna”.

Tylko zestawienie tych kilku ocen mówi o bezradności i strachu, ale także o konieczności poszukiwania dróg wyjścia. Następuje kumulacja niepokojów (politycznych, społecznych, militarnych) i tym samym nieuchronność zmian.

Dodatkowo zauważyć należy, że już teraz nasz kraj wchłaniany jest w „cyfrową epokę”, kiedy to władzę nad społeczeństwami i instytucjami państwa uzyskują internetowe molochy generujące na niespotykaną do tej pory skalę koncentrację kapitału. To „ukryte DNA” mechanizmów działania współczesnego świata, które powinniśmy poznać i uwzględniać w naszym myśleniu o przyszłości.

Jednocześnie różni myśliciele twierdzą, że wkroczyliśmy w epokę, w której musimy uznać, że tylko twórcza aktywność człowieka jest kluczowym czynnikiem wpływu na rozwój całego ekosystemu. To wiedza staje się głównym czynnikiem wytwórczym, a problemy społeczne powinny być rozwiązywane przez politykę i ekonomię polityczną, wsparte rewolucją kulturową. Dziś gospodarka to wiedza i wrażliwość społeczna.

Wyzwania

Stąd jako państwo i społeczeństwo stanęliśmy przed zadaniem wymyślenia nowych form wytwarzania wiedzy i dystrybucji kultury, wpisanych w zmienione ramy życia społecznego. Stanęły przed nami pytania, jaka ma być forma polityczna naszego państwa, jak mamy układać stosunki polityczno-gospodarcze z sąsiadami w kontekście geopolitycznej rozgrywki mocarstw. Właśnie weszła w życie nowa ustawa o szkolnictwie wyższym. Obserwujmy, czy realizacja jej postanowień pomoże nauce polskiej na generowanie wiedzy jako głównego źródła innowacji.

Biorąc pod uwagę znane już kierunki zmian powstaje kluczowe pytanie: czy sprostamy jako państwo i naród (podzielone społeczeństwo) wyzwaniom politycznym, społecznym i techniczno-technologicznym, dziejącym się na świecie i w Europie (np. bezpieczeństwo, konkurencyjność, wojny handlowe, zakres integracji, przywództwo w UE).

Kluczowe jest dziś pytanie: czy sprostamy jako państwo i naród (podzielone społeczeństwo) wyzwaniom politycznym, społecznym i techniczno-technologicznym, dziejącym się na świecie i w Europie?

Doświadczenie historyczne uczy, że zbyt często nie podejmowaliśmy koniecznych wyzwań i w rezultacie przegrywaliśmy i jako państwo i jako naród. Na temat przyczyn naszych klęsk państwowych i porażek modernizacyjnych powstało wiele opracowań. Ale temat ten jest aktualny. Ciągle definiuje nas Mickiewiczowska formuła polskości, jak klęskę narodową przetworzyć w zwycięstwo. Ale przypomnieć należy, że idea ta, jako „pocieszenie” narodu powstała po klęsce powstania.

Ale czy poprzez klęski i poczucie krzywdy można nadać sens naszemu współczesnemu bytowaniu?

Aktualnym wyzwaniem jest problem, że i dziś sedno polskości tkwi w tak rozumianym romantyzmie (filozofia, literatura, poezja), jako światopoglądu, który podważa samą ideę modernizacji wynikającą z uczestnictwa w Europie (w Unii Europejskiej).

Obserwując dokonujące się zmiany w Europie i w bezpośrednim sąsiedztwie powinniśmy inaczej spojrzeć na siebie, a może nawet podważyć fundament romantyczny, gdzie czyn ofiarny jest sensem, wokół którego obraca się Polska.

Jestem przekonany, że powinniśmy postawić nowe pytania, które odsłonią nieznane dotąd przestrzenie naszego myślenia oraz tworzyć nowy język debaty publicznej. Przykładowo, czy możemy mówić o źródłach przekonania o naszej nieskazitelności i wyjątkowości, czy posiadamy „kapitał ludzki” na miarę wyzwań i zadań?

Mam wątpliwości czy nasza polska tradycja polityczna i kulturowa pozwala na zadanie nowych pytań i udzielenia intelektualnie uczciwych odpowiedzi. Zastanawiam się także, czy taka postawa nie jest wbrew większości społeczeństwa, czy nasze „wyzwolenie”, modernizacja mentalna jest zagrożeniem i tym samym może być wroga dla istniejących „postaw patriotycznych”. Buddyści mówią: „jeżeli na serio zmierzymy się z rzeczywistością, rzeczy przyjmują oczekiwany obrót”. Możemy to zauważyć na całym Dalekim Wschodzie.

Drogi do celu

W kontekście wyzwań, które narzuca nam szeroko rozumiane otoczenie można przypomnieć, ze dzieją się u nas wydarzenia, które dotykają tych problemów. Są to m.in. krakowskie festiwale pod patronatem Miłosza lub Conrada, czy też letnie spotkania w Krasnogrudzie organizowane przez Fundację Pogranicze.

Do takich wydarzeń niewątpliwie należą także Kongresy Obywatelskie, inicjowane przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową w Gdańsku. Dorobek Kongresów jest pionierski, ale ciągle niedoceniony i niedostatecznie znany szerszej publiczności.

Od rozbiorów słyszymy nieustający postulat o konieczności „naprawy Rzeczypospolitej”. Zachowując wszelkie proporcje, Kongresy Obywatelskie są ważnym elementem tej naprawy. To jest tworzenie apolitycznej strefy myślenia i wyobraźni, która wprowadza nas na drogę racjonalnego oświecenia i modernizacji mentalnej. To „wolna przestrzeń”, gdzie suma drobnych, fragmentarycznych kroków, okruchów myśli może przygotowywać glebę do szerszej zmiany. Wiemy, że nie może powstać od razu projekt, który całościowo udźwignie nasze dylematy.

Potrzeba nam „wolnych przestrzeni”, gdzie suma drobnych, fragmentarycznych kroków, okruchów myśli może przygotowywać glebę do szerszej zmiany. Wiemy, że nie może powstać od razu projekt, który całościowo udźwignie nasze dylematy.

Kongresy Obywatelskie przyjęły na siebie dobrowolną powinność wobec obywateli, aby stawiać pytania, ukazywać kierunki rozwiązań i później je konfrontować w trakcie debaty publicznej. A może nawet mediować między różnymi postawami i budować kompromisy.

Postrzegając szerzej, to już samo to wyzwanie jest konieczną terapią społeczną. Jednocześnie miejmy świadomość, że zaistnieliśmy w warunkach widocznego ryzyka projektowego. Działania na tym kierunku napotykają brak szerszej akceptacji społecznej. Jesteśmy w wyizolowanej mniejszości, która od czasu uchwalenia Konstytucji 3 Maja nigdy nie uzyskała szerszego politycznego przyzwolenia. W tym momencie można zapytać o rolę elit, o znaczenie polskiej inteligencji w kreowaniu myślenia o znaczeniu strategicznym. Trzeba zauważyć, że często nie była ona w stanie udźwignąć i pozytywnie rozwiązywać polskich problemów. Stąd wniosek, że też powinna podlegać ewolucyjnej zmianie, być oceniana, a nawet osądzana np. w wyborach parlamentarnych.

Ponadto, stajemy przed dylematem, jak motywować osobowości, które mogą omawiać abstrakcyjne i złożone zjawiska społeczne, kulturowe, polityczne.

Stąd rysuje się zadanie główne dla Kongresów Obywatelskich: jak możemy wyobrazić sobie naszą przyszłość oraz zadać sobie, czyli Polsce, pytanie, czy wiążemy ją z wartościami „obcej” kultury twórczej, czy ze „swojską” tradycją, gdzie historia objaśnia teraźniejszość i ukierunkowuje przyszłość. Dylemat ten postrzegam jako podstawowe napięcie w kulturze polskiej.

Uprzedzając zarzut o wyznawanie bezrefleksyjnego kosmopolityzmu dodam: przekonany jestem o nienaruszalnej ciągłości polskiej historii. Chodzi tylko o desakralizację naszych mitów narodowo-mesjanistycznych, czyli racjonalną dekonstrukcję tych wydarzeń historycznych, które budują dziś naszą tożsamość.

Obserwując nasze podziały można zauważyć, że są to światy bez mała autonomiczne, równoległe, które wytwarzają swoje konkurencyjne opowieści bez elementów wspólnotowych. A przecież intuicyjnie, ale skrycie odczuwamy, że stan, w jakim jest Polska jest wynikiem istnienia i dorobku obu „obozów” – prawicowców i lewicowców, Europejczyków i narodowców, populistów i liberałów, pracobiorców i właścicieli. Wszystkie te człony składają się na myślenie o Polsce, jedni bez drugich nie mogą istnieć, wiedzą o tym, ale działają tak, jakby były to człony wykluczające się.

Dlatego zastanawiajmy się, czy jesteśmy w stanie udźwignąć historyczną prawdę o sobie, czy możemy zatrzymać rozpad wspólnoty obywatelskiej.

 

Tekst ten powstał na pograniczu polsko-litewskim, w pobliżu Krasnogrudy, gdzie bywał Czesław Miłosz, twórca, który przebył trudną drogę wyzwolenia się z pułapki polskiego losu.

To także efekt naszych przygranicznych „gawęd”, słuchania myślicieli odwiedzających Miłoszowe Centrum Dialogu Międzynarodowego, wczytywania się w ideę „tkanki łącznej”, celem zrozumienia przeszłości z przejściem do przyszłości.

Układając ten tekst korzystałem m.in. z przemyśleń takich autorów, jak Cezary Wodziński, Piotr Augustyniak, Andrzej Leder oraz treści publikowanych w gdańskim „Przeglądzie Politycznym.

powrót
Grzegorz Domosławski

Grzegorz Domosławski

sympatyk Kongresu Obywatelskiego