Członek Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego. Pracownik lubelskiego Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN" i muzyk folkowej Orkiestry św. Mikołaja. Z wykształcenia anglista. Z zamiłowania analityk kultury i publicysta. Ostatnio współautor aplikacji Lublina do tytułu ESK 2016 oraz Strategii Rozwoju Lublina 2020. Popularyzator kultury przestrzeni, partycypacji społecznej i tzw. kultury szerokiej (d.i.y, kultury niszowe itp.). Hobby: książki science-fiction, rodzina (dwójka dzieci).

Choć nie wiemy, jak długo potrwa pandemia, wiele wskazuje na to, że już niebawem nasze życie zacznie wracać do względnej normalności. Oczywiście będzie to normalność nieco zmodyfikowana. Sytuacji, która nas dotknęła nie sposób jednak przyrównać do zdarzeń takich jak wojna czy okupacja – nie ma głodu i bezprawia, ludzie nie umierają masowo, jest prąd, są paliwa, środki łączności. Dotyka nas przede wszystkim obniżenie komfortu życia, to, że nie możemy spotkać się ze znajomymi, skorzystać z niektórych usług czy wyjść na spacer. Czy te – bądź co bądź drobne jednak – odstępstwa od dotychczasowej normy nie świadczą więc bardziej o naszej nadmiernej delikatności, niż o wielkim kataklizmie, który wielu dziś rysuje?

W styczniu złamałem nogę i 8 maja minął mi czternasty tydzień zwolnienia. Stąd moje doświadczenie „izolacji społecznej” jest dużo bogatsze niż to powszechne. Z tej perspektywy jakoś nie mogę uwierzyć, że miesiąc czy dwa wyjęte z kalendarza gospodarki i życia społecznego mogą nam tak bardzo zaszkodzić. To nie jest wojna ani okupacja. Możliwe, że ogólna równowaga jest faktycznie aż tak niestabilna, że coś się zmieni, może pogorszy na stałe, ale z drugiej strony wielu z nas ma trochę oszczędności, trochę dóbr i marginesu bezpieczeństwa. Nie ma głodu i bezprawia. Nawet w historycznych relacjach z czasów wojny znajdujemy wiele świadectw o tym, jak normalności szukali ludzie żyjący w ruinach. Wydaje się, że tym powszechniej będziemy tej normalności szukać we wciąż kompletnym mieście.

Jakoś nie mogę uwierzyć, że miesiąc czy dwa wyjęte z kalendarza gospodarki i życia społecznego mogą nam tak bardzo zaszkodzić. To nie jest wojna ani okupacja.

Ludzie nie umierają masowo, jest prąd, gaz, są paliwa, środki łączności. Fakt, że tak bardzo przejmujemy się drobnymi, bądź co bądź, odstępstwami od normy może świadczyć o tym, że było nam „za dobrze”, że staliśmy się trochę za delikatni i zbyt wrażliwi na punkcie swojego komfortu. Fakt, że tak wypatrujemy wielkiej zmiany, informuje nas, z kolei że… być może jesteśmy niebezpiecznie znudzeni tym, co mamy?

To dobrze, że z uwagą odnotowujemy różne drobne zmiany (np. zmniejszenie smogu) i przekonujemy się świadomie, że „można inaczej”. Albo, że trudno nam żyć bez czegoś powszedniego, na co dotąd nie zwracaliśmy uwagi – może to być zwykły spacer albo swobodne oddychanie bez maseczki. Mam nadzieję, że dzięki temu zaczęliśmy się zastanawiać nad jakością przestrzeni publicznej, nad tym, czy nasze otoczenie jest zadowalające, czy w ogóle jest gdzie pospacerować.

Przyszłość zależy od tego jak długo ten odmienny stan potrwa i czy dojdą do niego inne czynniki. Być może pewne napięcia rozładują się do nowych stabilnych stanów równowagi, np. część sklepów na stałe opuści galerie handlowe i wróci na ulice – uznając, że lepiej mniej zarobić tam, niż upaść w galerii, która będzie zamykana przy kolejnych nawrotach chorób. Być może wydziały kultury dojdą do wniosku, że teraz trzeba więcej pieniędzy przeznaczać na kulturę w małych grupach, zdecentralizowaną, bo organizowanie imprez masowych jest zbyt ryzykowne i źle widziane przez społeczeństwo. Może w niektórych samorządach zabraknie pieniędzy na planowane dziś bezsensowne, przeskalowane inwestycje i odejdą one za zawsze do lamusa.

Zakładam jednak, że w większości przypadków wszystko będzie „po staremu”, wyostrzą się jedynie istniejące tendencje. Ci, którzy byli społecznie zaangażowani, właśnie trafili na nowe pole do takiego zaangażowania. „Odludki” cieszą się z możliwości kultywacji swojej natury. Jeśli ktoś miał znajomych, tym bardziej do nich tęskni i poświęca im uwagę w komunikacji na odległość. Ludzie, którzy myśleli o osiedleniu się pod miastem, tym bardziej przekonają się do tej decyzji. Miasta sprzyjające pieszym, rowerzystom i zieleni będą jeszcze bardziej im sprzyjać. Usuną auta z chodników, uspokoją ruch, stworzą więcej miejsca, aby piesi mieli się gdzie pomieścić stosując zasadę social distancingu. A miasta stawiające na rozwój komunikacji samochodowej i nowe inwestycje, „zaoszczędzą” na komunikacji publicznej i jeszcze bardziej uzależnią mieszkańców od aut, obetną dotacje na kulturę, żeby jednak dopiąć swoje megalomańskie plany. Dla nich to będzie powrót do normalności.

Krótko mówiąc, ci, którzy podejmują mądre decyzje, skłonią się do podejmowania radykalnie mądrych decyzji, a ci, którzy podejmują niemądre decyzje, będą podejmowali radykalnie niemądre.

Zakładam, że po pandemii w większości wszystko będzie po staremu, natomiast istniejące tendencje się zaostrzą – ci, którzy podejmują mądre decyzje, skłonią się do podejmowania radykalnie mądrych decyzji, a ci, którzy podejmują niemądre decyzje, będą podejmowali radykalnie niemądre.

powrót
Marcin Skrzypek

Marcin Skrzypek

Członek Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego, Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"

Członek Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego. Pracownik lubelskiego Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN" i muzyk folkowej Orkiestry św. Mikołaja. Z wykształcenia anglista. Z zamiłowania analityk kultury i publicysta. Ostatnio współautor aplikacji Lublina do tytułu ESK 2016 oraz Strategii Rozwoju Lublina 2020. Popularyzator kultury przestrzeni, partycypacji społecznej i tzw. kultury szerokiej (d.i.y, kultury niszowe itp.). Hobby: książki science-fiction, rodzina (dwójka dzieci).