Kongres Obywatelski był dla mnie wielką przygodą, którą zrozumiałem dopiero po latach. Rada Programowa Polskiego Forum Obywatelskiego, której byłem członkiem, spotykała się kilka razy do roku, żeby debatować o nadchodzącym Kongresie i nadchodzącej Polsce (Kongres wreszcie nadchodził, ale na Polskę, o jakiej marzyliśmy, wciąż musimy czekać). Przyznam, że do końca nie wiedziałem, jaki jest konkretny cel naszych spotkań, z perspektywy wiem jednak, że to nie o cel chodziło, ale o same spotkania. W świecie, gdzie wszystko podporządkowane jest misji, wizji, celom wieloletnim i rocznym, jakościowym i ilościowym miernikom, dobrze, że mogłem robić coś nie do końca określonego. Potem dowiedziałem się od Josefa Piepera, filozofa, który nie tylko posiadł sztukę mądrości, ale też sztukę życia, że właśnie w takim niezdefiniowanym, otwartym czasie, czasie wolnym tworzy się kultura. A zatem – powiedzmy to wprost –  podczas naszych spotkań tworzyliśmy kulturę!

Kultura, która się między nami tworzyła, przekraczała podziały między dyscyplinami, partiami i klasami: najwybitniejsi ludzie kultury, politycy i biznesmeni spotykali się z przedstawicielami mojego pokolenia – tak jakby nic nas nie dzieliło, a łączyło jedynie myślenie o Polsce. To tam nauczyłem się, co takie myślenie znaczy. Dotąd zajmowałem się tylko kwestiami szczegółowymi, a raptem musiałem zacząć myśleć o kierunku, w jakim nasz kraj powinien zmierzać. Wtedy zająłem się też po raz pierwszy kwestią młodego pokolenia, której poświęciłem zredagowaną przeze mnie książkę, wydaną przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Wreszcie, spotkałem tam ludzi, z którymi – z jednej strony – połączyły mnie nieprzespane noce i liczne projekty, a często i przyjaźnie, a z drugiej strony – ludzi, z którymi podzieliły mnie poglądy, a czasem także (z mojej strony) nieraz zbyt mocne publicystyczne sztychy. Biesiadując z tymi, których wcześniej potraktowałem ostrym piórem, sam powoli nabierałem kultury.

Z tych spotkań rozeszliśmy się w różnych kierunkach. Jan Szomburg może mieć żal, że wiele z jego pomysłów wzięliśmy do naszych instytucji. Ale tak to już jest z kulturą. Kiedy tworzymy ją razem, nikt nie zapanuje nad tym, co z tego wyniknie.

dr Michał Łuczewski, socjolog, specjalizujący się w problematyce wsi, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego

powrót