Polityka jest domeną przywództwa. Wyzwaniem jest znalezienie prawdziwych liderów, którzy traktują politykę w najlepszym tego słowa znaczeniu – jako troskę o dobro wspólne. Budowanie wspólnoty Polaków jest jednym z fundamentalnych polskich zadań, kluczem niezbędnym, by uporać się z wszystkimi innymi wyzwaniami – pisał w liście do uczestników X Kongresu Obywatelskiego Prezydent Andrzej Duda, podkreślając znaczenie kapitału społecznego dla rozwoju Polski i jej pozycji na świecie.

Chciałbym skupić się na aspekcie najrzadziej, w mojej ocenie, podnoszonym w dyskusji o kapitale społecznej, czyli Polski lokalnej, nazywanej często Polską powiatową. Dzięki sile wspólnot lokalnych stanowi ona z jednej strony naturalny rezerwuar kapitału społecznego, ale równocześnie niewykorzystany potencjał rozwojowy naszego kraju. „Zwijanie się” Polski powiatowej, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, jest naszym największym problemem i wyzwaniem. Regres ten nie wynika jedynie z problemów z pracą, kiepskiego skomunikowania czy deficytów infrastrukturalnych, ale przede wszystkim z wycofywania się państwa. Państwo rezygnuje ze swojej obecności, likwidując, powołując się na argumenty ekonomiczne, swoje „przyczółki” – urzędy pocztowe, małe szkoły czy, istniejące nierzadko od setek lat, sądy.

Ten trend musimy niezwłocznie zatrzymać. Pytanie o obecność państwa na poziomie lokalnym jest de facto pytaniem o istotę państwa. Czy realizuje ono swoje podstawowe funkcje, służące dobru wspólnemu? Niedawno rozmawiałem z jednym z przedstawicieli policji, który postawił tezę, że największa przestępczość jest właśnie w Polsce powiatowej, bo próżnię stworzoną przez państwo wypełnia coś innego, nierzadko patologia i przestępczość.

Polska wspólnot rozwija się szybciej. Niedawno byłem na Podkarpaciu: to jedno z tych miejsc, gdzie widać wyraźnie siłę wspólnego myślenia, gdzie ludzie, żyją bliżej siebie, gdzie silna tożsamość, zakorzenienie, wspólnotowość są traktowane jako zasób rozwojowy. W takich miejscach żyje się łatwiej, nawet jeśli „twarde” wskaźniki ekonomiczne na to nie wskazują. Widać tu też doskonale efekty synergii: dobrze zarządzany region przyciąga inwestycje, a te inwestycje pozwalają aplikować o kolejne fundusze unijne na dalszy rozwój.

Polityka jest domeną przywództwa. Wyzwaniem jest znalezienie prawdziwych liderów, którzy traktują politykę w najlepszym tego słowa znaczeniu – jako troskę o dobro wspólne. Będą oni w stanie wyrazić niepokoje i nadzieje lokalnych wspólnot i skutecznie przenieść je poziom władzy ustawodawczej oraz wykonawczej.

Dobry gospodarz przyczynia się do rozkwitu regionu, zły – działa na szkodę wspólnoty. Różni ich wszystko, ale łączy jedno: obaj potrafią rządzić przez wiele kadencji. Ten drugi bowiem, o ile sprawnie korzysta z dostępnych narzędzi i funduszy, może zachować władzę na lata. Tworzy przy tym często cały dysfunkcjonalny układ władzy, który dodatkowo szkodzi lokalnej wspólnocie. Oczywiście, obecność państwa na lokalnym poziomie nie tworzy tamy dla tego typu patologii, ale brak państwa tylko i wyłącznie ją wzmacnia. Dlatego należy poważnie rozważyć postulat ograniczenia kadencyjności na poziomie samorządowym tak by wzmocnić proces wymiany lokalnych elit i wyłaniania się nowych liderów.

Zjawisko rosnących dysproporcji w dynamice rozwoju aglomeracji i mniejszych ośrodków nie jest tylko polską specyfiką, ale mam wrażenie, że jeszcze do niedawna w naszym kraju zrównoważenie było traktowane deterministycznie. Tak ma być i już – a Polska jako całość per saldo zyskuje. Jestem przekonany, że ten model, oznaczający de facto zostawienie Polski lokalnej samej sobie, był błędny. Zrównoważony rozwój, czyli taki, który bardziej sprawiedliwie rozkłada owoce wzrostu gospodarczego, nie powinien być kolejną polityką państwa. On powinien być nadrzędną zasadą, wokół której prowadzi się całą politykę, rzutującą na wszelkie decyzje każdego ministerstwa.

Poświęcam tyle uwagi obecności państwa we wspólnotach lokalnych, bo o same wspólnoty jestem spokojny. Wszelkie statystyki mówią o tym, że Polacy są mało zaangażowani. Mając kontakt z lokalnymi wspólnotami w całej Polsce, widzę, że rzeczywistość wymyka się statystykom, nie pokazuje tysięcy wysp zaangażowania obywatelskiego: ruchów miejskich, stowarzyszeń, klubów parafialnych. Polska parafialna, choć bywa traktowana ironicznie, jest ogromnym źródłem siły i aktywności obywatelskiej, dalece wykraczających poza sferę sacrum. Musimy zastanowić się, w jaki sposób wykorzystać ten potencjał do rozwoju – zarówno społecznego, jak i gospodarczego – lokalnych społeczności.

By te wyspy zaangażowania połączyły się w archipelag, musimy promować wzorzec postępowania, w którym indywidualna kariera i osobisty sukces to nie wszystko. Należy promować postawę zaangażowania w życie wspólnoty, gdzie dawanie jest lepsze niż branie. Duża w tym rola liderów opinii, jak na przykład Pana Prezydenta, który z Małżonką od lat wspiera akcję zbierania żywności dla Banków Żywności. Niezależnie od promocji postaw, musimy kreować rozwiązania instytucjonalne, które – jak podpisane w październiku Prawo o stowarzyszeniach – wzmacniają tkankę obywatelską.

Wojciech Kolarski jest Podsekretarzem Stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

 

powrót